poniedziałek, 9 marca 2015

Klub Polek i projekt Bajki Tysiąca i Jednej Polki

W ramach członkostwa w Klubie Polki na Obczyźnie (klubpolek) biorę udział w projekcie pt. Bajki Tysiąca i Jednej Polki. 
Tutaj można poczytać więcej o projekcie: Klub polek-projekt marcowy

A tak w skrócie: dziewczyny z klubu, z których każda mieszka w innym kraju świata, piszą bajki. Głównymi bohaterkami są dwie dziewczynki, Ala i Karinka. Dziewczynki podróżują do krajów gdzie mieszkają nasze członkinie, a tam spotykają je przeróżne przygody. 
A jak to się ma do rzeczywistości? Ala i Karinka istnieją naprawdę. Karinka cierpi na bardzo rzadką chorobę genetyczną FOP'a, a Ala to jej starsza siostra. Pisząc bajki specjalnie dla dziewczynek staramy się aby poczuły się nieco lepiej, zapomniały o trudach dnia codziennego i korzystały w pełni ze swojej wyobraźni i dziecięcej fantazji. 
Zapraszam i Was na małą podróż.


"Istnieje mapa bez krańców świata - są na niej wszystkie kontynenty, miasteczka i wsie, ale jako że zawieruszyła się w bibliotecznym dziale baśni, nabyła magicznych cech: jeśli się na niej stanie, potrafi porwać ze sobą w najbardziej odległe miejsce.
Byli tacy, którzy próbowali przedostać się mapą na skróty na Wielką Rafę Koralową u brzegów Australii, na szczyty Himalajów, a nawet do sklepu obuwniczego dwie przecznice dalej. Te próby jednak kończyły się fiaskiem, bo żaden ze śmiałków nie odkrył, że na wyprawę mogą wybrać się tylko dzieci. Czternastoletnia Ala i jej ośmioletnia siostra Karina poznały także inny sekret mapy - nie da się nią podróżować w pojedynkę. Dziewczynki dobrze wiedzą, że trzeba razem usiąść na wygniecionym papierze i mocno złapać się za ręce i dopiero wtedy otworzy się przed nimi droga. Dokąd tym razem? Jak zwykle tam, gdzie ktoś na tę dwójkę będzie czekał. Tak jak tutaj."
Na początku dziewczynki nie wiedziały gdzie tym razem trafiły, ich oczom ukazał sie wielki budek. Był naprawdę ogromny, taki jakiego jeszcze w życiu nie widziały, wydawało im się, że sięga aż do nieba. Postanowiły podejść bliżej i zobaczyć co to za ogromna budowla. Im bliżej podchodziły, tym budynek wydawał im sie większy i większy. Doszły w końcu do głównego wejścia i zapytały co kryje sie w tak wielkim budynku. Pani, która siedziała przy wejściu, sprawdzając bilety, powiedziała im, że w tym budynku znajduję się wszystko co tylko są w stanie sobie wyobrazić. Dziewczynki zaniemówiły, a pani dodała, że jest to najwyższy budynek świata i nazywa sie Burj Khalifa. Dziewczynki nie miały przy sobie pieniędzy i ze smutnymi minami zaczęły powoli odchodzić od wejścia, aż nagle usłyszały wołanie. Odwróciły się żeby sprawdzić skąd dochodzi głos, okazało się, że ta sama pani, która sprawdzała przed chwila bilety macha w ich stronę i woła aby wróciły. Dziewczynki postanowiły dowiedzieć sie co owa pani chce im powiedzieć.
- Za chwilę zabieram wycieczkę na samą górę, nie zjawili się wszyscy, którzy mieli być, mam akurat dwa miejsca, zabiorę was ze sobą.
Ala i Karinka zaczęły skakać ze szczęścia, po chwili natomiast zagościła mała obawa, czy aby jest tam bezpiecznie? Czy nie będą sie bały takiej wysokości? Obawa jednak szybko zniknęła.
- Dotarłyśmy tu na koniec świata to na pewno nie będziemy bały się jednego budynku! Krzyknęła Ala.
-No właśnie! Jesteśmy odważnymi dziewczynkami. Dodała Karinka.
Razem z wycieczką udały sie do windy. Jechały długo, kilka razy aż zatkały im sie uszy. Kiedy wysiadły obie zaniemówiły. Ich oczom ukazało sie wielkie miasto, ale z tej wysokości wyglądało jak miasto dla lalek, domy były jak pudełka zapałek, samochody jak małe mrówki, a ludzi w ogóle nie było widać. Widziały też chmury, a słońce wydawało się być na wyciagnięcie ręki. Był to piękny widok, nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziały. Wysokość była duża, ale dziewczynki wcale sie nie bały. Chodziły w kółko i podziwiały panoramę miasta. Wyobrażały sobie, że mogą latać i przemieszczać się z miejsca na miejsce.
- Ooo zobacz Karinka tam jest morze! Krzyknęła nagle Ala.
-O tak jest piękne, musimy tam pójść, odpowiedziała młodsza siostra.
-  O, a tam! Co to jest? Wygląda jak piaskownica, bardzo duża piaskownica. Spytała Karinka pani przewodniczki.
- A to moje drogie jest pustynia, wielka pustynia, na której znajdują się setki ton piasku, mogłybyście zrobić bardzo dużo zamków.
Dziewczynki jeszcze nigdy nie widziały pustyni, ale myśl o zabawie w piasku przyprawiła je o uśmiech.
Niestety wycieczka dobiegała końca, choć obie dziewczynki mogłyby zostać na szczycie jeszcze przez długi czas. Kiedy dotarli na sam dół, a siostry chciały już wyjść, pani przewodniczka zawołała je do siebie.
- Mam dla was małą niespodziankę, chodźcie za mną.
Dziewczynki spojrzały na siebie, ale posłusznie ruszyły za panią.
Weszły do windy, pani przewodniczka wcisnęła przycisk z numerem 55 i winda ruszyła. Kiedy otworzyły się drzwi dziewczynki aż pisnęły z wrażenia, ich oczom ukazała sie wielka Komnata. Najbardziej luksusowe miejsce jakie można tylko było stworzyć! Spojrzały pytająco na panią przewodniczkę.
- To jest nasz najbardziej luksusowy apartament, nie można go zwiedzać, ale jeśli nikomu nie powiecie zrobię dla was wyjątek. Powiedziała pani.
Dziewczynki przyrzekły, że nikt się nie dowie o tym, że w ogóle tu były. Chodziły między pokojami odnajdując urządzenia o jakich nigdy nie słyszały. Była tam lodówka, która sama przygotowuje posiłki, elektroniczny kran, który sam zmywa naczynia.
-  A co to takiego? Spytała Ala wskazując na kwadratowa maszynę.
- Przyciśnij przycisk, to się przekonasz, odpowiedziała pani przewodniczka.
 Ala przycisnęła przycisk, i oniemiała z zachwytu, z maszynki wyszła świeża kanapka pokryta gruba warstwa nutelli !
- Smacznego- powiedziała maszyna.
Ala wzięła pierwszy kęs i mogłaby przysiąc, że była to najpyszniejsza kanapka jaką w życiu jadła. Oczywiście w jej ślady poszła i młodsza siostra, która miała podobne wrażenie co do smaku kanapki.
Dziewczynki grzecznie podziękowały pani przewodniczcę i bardzo uradowane opuściły wielki budynek. Niebardzo wiedziały dokąd pójść. Obie cały czas miały w pamięci owa pustynie, bardzo korciło je żeby zobaczyć tę wielką piaskownice. Kiedy tak szły lekko zamyślone nagle coś dziwnego przemknęło przez ich oczami.

- Ala wydawało mi się, że coś widziałam...Powiedziała niepewnie Karinka.
- Coś latającego? Bo mi też wydawało się, że coś widziałam! Odpowiedziała zaintrygowana Ala.
- Choć spróbujmy to znaleźć! Krzyknęła Karinka i ruszyła do przodu.
Bez dłuższego namysłu siostry pobiegły w stronę widzianego przedmiotu. Szukały i szukały ale nic nie zobaczyły, trochę zdezorientowane zaczęły myśleć, że musiało im się wydawać. 
Aż nagle usłyszały jakieś odgłosy, postanowiły sprawdzić skąd dochodzą. Szły w ich kierunku, a one stawały się coraz wyraźniejsze i bardziej zrozumiałe. Wiedziały już, że należą do dwóch osób i na pewno jest to chłopiec i dziewczynka. Kiedy weszły zza róg ich oczom ukazało się coś niesamowitego! Nic im się nie wydawało! To naprawdę istnieje! Nie mogły wydusić z siebie słowa, kiedy w końcu doszły nieco do siebie, podeszły bliżej. Wtedy też zostały zauważone przez chłopca i dziewczynkę, którzy przez cały czas się sprzeczali i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że oboje stali na pięknym, kolorowym dywanie, który unosił się wysoko w powietrzu!
Chłopiec gdy tylko zauważył dziewczynki uśmiechnął się szeroko i elegancko przywitał.
- Witam drogie panie, co was tu sprowadza?
- yy my tu, no jesteśmy, przyleciałyśmy, ale skąd macie latający dywan???? Wydukała ciągle oniemiała Ala.
- aa dywan, należy do naszej rodziny od setek lat, chcecie się przejechać?
- No jasne! Ale czy to jest bezpieczne? Odpowiedziała starsza z sióstr.
- O tak, ja już latam od dwustu lat i ciągle żyje! Zaśmiał się chłopiec. 
Dywan zleciał w dół i dopiero wtedy dziewczynki mogły mu się dokładnie przyjrzeć.   Z dołu wydawał się malutki, ale tak naprawdę miał wszystko czego można było potrzebować podczas podróży latającym dywanem. Bardzo wygodne siedzenia z przeróżnymi oparciami, koszyczki z jedzeniem, a nawet dzbanki z gorącą herbatą.
Dziewczynki usiadły wygodnie i postanowiły się przedstawić.
- Ja mam na imię Ala, a to moja młodsza siostra Karinka.
- Bardzo mi miło, ja jestem Samir, a to moja siostra Lejla.
Dopiero wtedy, poraz pierwszy na twarzy Lejli zagościł drobny uśmiech.
- To gdzie chcecie polecieć najpierw? Zapytał Samir.
- Bardzo chciałybyśmy zobaczyć pustynie. Powiedziała Karinka.
- No to lecimy na pustynie! Zawołał chłopiec i ruszyli w drogę.
Mijali te wszystkie wielkie budynki, które wcześniej dziewczynki widziały z dołu, teraz mogły nawet zajrzeć do środka.
- A czy ludzie się nie dziwią na widok latającego dywanu? Czy już się do niego przyzwyczaili? Spytała zaciekawiona Ala.
- Poczekaj zaraz Ci pokaże. Powiedział Samir i skierował dywan na dół, tuż nad głowami przechodniów. 
Nikt nawet nie spojrzał w ich stronę, zupełnie ich ignorowano.
- Dziwne, dla nas jest to coś niesamowitego, a tutaj nawet nikt nie zwraca na nas uwagi!
- Dla nich to też byłoby coś niesamowitego, rzecz w tym, że oni wcale nas nie widzą. Powiedziała w końcu Lejla.
- Jak to nie widzą? Krzyknęły niemal jednocześnie dziewczynki. 
- Widzą nas tylko bardzo wyjątkowe osoby, takie które na pewno zachowają nas w pamięci, ale nikomu o nas nie powiedzą. To dywan decyduje o tym kto nas może widzieć, a kto nie. On zna się na ludziach i wybiera ich bardzo starannie. Osób, które widzą dywan jest naprawdę niewiele, i zawsze musi być ku temu jakiś powód, niestety nigdy nie wiemy jaki. Powiedział Samir, a ich oczom ukazała się wielka pustynia.
Była tak ogromna, że na horyzoncie nie było widać nic więcej tylko piasek. Słońce właśnie zaczęło zachodzić, więc wszystko mieniło się czerwonymi barwami, zarówno piasek jak i niebo.
Było naprawdę pięknie, dziewczynki dłuższą chwilę stały i podziwiały wszystko wokół.
Samir i Lejla cierpliwie czekali aż dziewczynki wchłoną ten niesamowity widok.
- Ala to jest naprawdę wspaniałe. Powiedziała Karinka.
- Tak aż łezka w oku mi się kręci na myśl, że musimy wracać. Odpowiedziała siostra.
- Tak mi też, mogłabym tu zostać na zawsze, budować zamki z piasku i latać na dywanie! Krzyknęła Karinka.
- Rozumiem, że musicie wracać do swojego kraju i rodziny? Zapytał chłopiec.
- Tak jesteśmy tu tylko na chwile, gdy wrócimy okaże, się że minęło tylko kilka sekund i nikt nie zauważył, że nas nie ma. To nasza zaczarowana mapa zabiera nas w te niesamowite miejsca. Musimy wracać do naszych rodziców, bo mimo, że dla nich to tylko kilka sekund, my już się za nimi stęskniłyśmy. Wyjaśniła wszystko starsza siostra.
- Rozumiem, było nam bardzo miło was poznać i mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Dywan nigdy nie zapomina o tej garstce wyjątkowych osób, którym pozwolił się zobaczyć. A teraz powiedzcie gdzie Was zabrać, skąd wracacie? Spytał uprzejmie Samir.
- W zasadzie możemy nawet stąd. Odpowiedziała mu Karinka i wyciągnęła ze swojego plecaka starą mapę.
Dziewczynki pożegnały się z nowymi przyjaciółmi, podziękowały im za wszystko i rozłożyły przed sobą mapę. Obie stanęły na niej, złapały się za ręce i po chwili gdy piasek wokół nich zaczął się unosić dziewczynek już nie było.
I tak zwiedziwszy piękne miasto Dubaj, Ala i Karinka szczęśliwie wróciły do domu.

Wszystkie części podróży Ali i Karinki dostępne będą na stronie internetowej Klubu Polki, zapraszamy! www.klubpolek.pl

piątek, 6 lutego 2015

Dubaj Kwiat Pustyni

Zachęcam Was bardzo do obejrzenia filmu dokumentalnego o Dubaju. Z filmu można się dowiedzieć jakich niesamowitych technologii używają architekci dubajskich wieżowców, jak powstała sztuczna wyspa w kształcie palmy, oraz jak został zbudowany (w zasadzie na morzu) siedmio gwiazdkowy hotel Burj Al Arab, w którym tydzień kosztuje 100 000$. Film bardzo ciekawy, polecam !

środa, 4 lutego 2015

Houston, mamy problem!

To pierwsza książka Grocholi jaką przeczytałam. Po kilku rozdziałach byłam pozytywnie zaskoczona, albo nierozczarowana, przede wszystkim językiem książki. Jest on nie tylko lekki i przyjemny do czytania, ale rownież bardzo zabawny, humor jest niewymuszony i naprawde fajny. Po przeczytaniu około połowy książki myślałam już nad tym co o niej napisze, i miała to być głownie pochwała języka książki, tego że czyta się ją przyjemnie, lekko. Ale generalnie książka jest o niczym konkretnym, taki serial i to nawet bez jakiś dramatów. Porównałabym to do męskiego i polskiego odpowiednika Bridget Jones. No ale żeby napisać coś o książce trzeba ją przeczytać do końca, wiec zrobiłam to z przyjemnością. Druga połowa mnie zaskoczyła. Nie dlatego, że jest tam coś nietypowego i zaskakującego, ale dlatego, że z takiej lekkiej książeczki o niczym zmieniła się w książkę o czymś ważnym, przekazującą treści poważniejsze. Można tam odnaleźć miedzy innymi: rzecz o stosunkach z rodzicami, z przyjaciółmi, z nieprzyjaciółmi, z sąsiadami, problemy zwykłego codziennego życia, rzecz o karierze, o wierze, o życiu i śmierci..jest tego naprawdę sporo. Treści są przemycone, w tej z pozoru błahej opowiastce, w sposób trafiający do człowieka niewiadomo skąd. To nie tyle treści napakowane jakimiś mądrościami, co rzucenie światła na wspomniane problemy, zmuszenie do zastanowienia się nad naszym stosunkiem do nich. Książka zrobiła mi się o tyle bliższa, ze przeczytałam ją w najbardziej odpowiednim etapie swojego życia, dokładnie takim na jakim znajduje sie główny bohater. Myślę, że każdy ma w życiu taki, nazwałabym to, zastój, np. zawodowy. Zmiana pracy, utrata pracy, szukanie nowej itd. Czasem każdemu wydaje się, że nic mu nie wychodzi, albo ma serię nieprzychylnych wydarzeń. I nie są to rzeczy wyjęte z seriali, czy filmów, ale z życia. Zupełnie zwykłe, prawdziwe problemy jak:  wymarzony powrót do zawodu, tymczasowe zajęcie, które nie sprawia satysfakcji, kredyt, problemy w związku itp. itd. Jest tego mnóstwo, zarówno w książce, jak i w życiu każdego z nas. Więc jesli jesteście na takim etapie, byliście lub po prostu szukacie książki podtrzymującej na duchu, nie sztucznie, ale bardzo prawdziwie, to polecam Katarzynę Grocholę "Houston, mamy problem!".

poniedziałek, 2 lutego 2015

Cat Woman - sesja

Już chyba ostatnia moja sesja sprzed lat. Teraz czekajcie cierpliwie na nowe, bo będą ! ;)

A póki co przedstawiam sesje wystylizowaną przeze mnie jakiś czas temu, temat: Inspiracja filmem Cat Woman.







środa, 21 stycznia 2015

Masło orzechowe

Pokazałam Wam już jak zrobić samodzielnie dżem, dziś będzie masło orzechowe. Jak to ostatnio u mnie bywa przepis zdrowy i bardzo prosty.

                                                              Potrzebujemy:
- orzechy ziemne niesolone. Mogą być prażone jeśli takie znajdziemy (zazwyczaj są prażone ale solone), ale mogą też być całkowicie surowe wtedy najlepiej je uprażyć w piekarniku. Wysypujemy orzechy na blache, najlepiej jedną warstwę. Nastawiamy na ok. 180 stopni i prażymy. Trwa to około 15 minut, ale w trakcie najlepiej je przemieszać i kontrolować co kilka minut, ponieważ nie chcemy ich przeprażyć = spalić.

- robot kuchenny, najlepiej o mocy min. 700


Wrzucamy orzeszki do robota i nastawiamy na najwyższe obroty, trwa to około 10-15 minut. Wyłączamy wtedy kiedy konsystencja nas zadowala. Jeśli lubimy masło orzechowe chrupiące to będzie to szybciej, niż jeśli wolimy kremowe.



Ja do tego zrobiłam masło z orzechów nerkowca, stąd różnica w kolorze. Notabene z nerkowców też pyszne ! :)







Pudding z nasion szałwi

                      I znowu mam dla Was coś zdrowego i niesamowicie łatwego do przygotowania ! 

Pudding z nasion szałwi hiszpańskiej 
(po angielsku chia seeds dla tych, którzy przebywają za granicą).

Potrzebujemy:
- nasiona szałwi, 
- mleko migdałowe,
- miód jeśli chcemy bardziej słodki deser, natomiast dla tych którym wystarczy słodkość owoców miód nie jest konieczny,
- owoce, wedle uznania.


Wsypujemy nasiona do szklanek, około dwie łyżki stołowe na jedną porcję.


Zalewamy mlekiem, ale nie do samego brzegu. Zostawiamy miejsce na owoce.


Wstawiamy do lodówki na min. 2 godziny, ale może być nawet na noc.

A teraz musicie mi wybaczyć, ze względów technicznych zabrakło mi zdjęcia efektu końcowego. Ale znalazłam dla Was zdjęcie w sieci (mój pudding wyglądał bardzo podobnie).





niedziela, 11 stycznia 2015

Staroć stylizacyjny - Mad Max

Tak jak w tytule, staroć stylizacyjny. Tzn. stara stylizacja, jeszcze ze szkoły. I to tak naprawdę nie moja, a koleżanki, ja występuję w roli "modelki". Modelka ze mnie żadna, ale na potrzeby stylizacji do szkoły i z braku laku, dałyśmy radę. Tematem była inspracja postaciami filmowymi, ja dostałam Cat Woman i tą stylizację też Wam w przyszłości pokażę, a koleżanka Ania Tinę Turner w filmie Mad Max.






I jeszcze kilka słów na koniec. Bardzo dziękuję, za coraz częstsze zainteresowanie moim blogiem. Wiem, że zagląda Was tu bardzo dużo! Co ogromnie mnie cieszy, jeszcze tylko chciałabym zachęcić Was to komentowania postów, będzie mi bardzo miło. Oraz do polubienia mojego fanpage na fb https://www.facebook.com/endless.island?ref=hl Na instagramie i twitterze znajdziecie mnie wpisując isiasworld. 


piątek, 9 stycznia 2015

Ciasteczka owsiane

Dzisiaj pokaże Wam bardzo prosty sposób na ciasteczka owsiane.  Od razu zaznaczam, że są to ciasteczka dietetyczne, nie zawierają cukru, soli, mąki itp. W związku z tym osobom, które nie odżywiają się zdrowo mogą one po prostu nie smakować jako, że nie są tak słodkie jak te dostępne w sklepie. Polecam jednak przyzwyczaić się do zdrowego odżywiania, po jakimś czasie smakuje dużo lepiej i poprawia się też nasze samopoczucie.

  Składniki:
     - 1 szklanka płatków owsianych
-  2 łyżki kakao
-  łyżka miódu
-  pół szklanki rodzynek lub suszonej żurawiny
- pół szklanki mleka zwykłego lub migdałowego
- 2 banany



Opcjonalnie:
- łyżka sezamu lub siemienia lnianego
- 1-2 łyżki masła orzechowego
       

Wsypujemy wszystko do dużej miski i mieszamy dokładnie.




Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni, następnie ciasto nakładamy w dowolnej formie, np. kółeczek, na blache pokrytą papierem do pieczenia.


 Pieczemy ok. 10 minut, natomiast dokłądny czas zależy od naszego piekarnika. Trzeba co 5 minut sprawdzać czy nic się nie przypala. Można po 5 minutach obrocić ciastka na drugą stronę.

No i gotowe! smacznego :)



poniedziałek, 5 stycznia 2015

Co Rzeszów ma wspólnego z Dubajem

Dziś krótki post, z przymrużeniem oka. Jeśli kojarzycie mój post sprzed kilku miesięcy pt. "Dubaj przypadkiem" to na pewno widzieliście tam wodospad w centrum handlowym "Dubai mall", poniżej wrzucam jeszcze raz zdjęcie:



A teraz to co zobaczyłam w moim rodzinnym mieście - Rzeszowie, po powrocie z Dubaju.


Może wodospadu nie ma, ale postacie łudząco podobne ;)


Kolejnym detalem jaki zaobserwowałam są...kosze na śmieci.
Ponieżej zdjęcie dubajskiego kosza na śmieci:


A teraz Rzeszów:

                                                         żródło: www.rzeszow4u.pl

A może Wy znacie jakieś nawiązania do Dubaju z Waszych miast? 

czwartek, 1 stycznia 2015

Nowy Rok

No I minął pierwszy miesiąc w Dubaju..minął tez rok. Dla mnie był to rok kontrastów, wydarzyło się wiele. Największym pozytywem tego roku był mój ślub z najcudowniejszym facetem jakiego w życiu poznałam. Wiec co by sie nie wydarzyło nic tego nie przyćmi. Wyprowadzka do Dubaju też świetna decyzja. Poza tym rok treningow, kurs trenera personalnego. Podsumowując rok jak najbardziej udany!
                         A co w nowym roku? Postanowienia oczywiście :)

Życzę wszystkim Szczęścia w Nowym Roku ! Żeby był dużo lepszy niż wszystkie poprzednie razem wzięte. Dużo optymizmu, ciekawych pomysłów i wytrwałości w ich realizacji!

                          A tak my witaliśmy Nowy Rok w Dubaju:

                                https://www.facebook.com/video.php?v=10152987834226565&set=vb.268747221564&type=2&theater

sobota, 27 grudnia 2014

O Bahrajnie obiektywnie

Postanowiłam obiektywnie opisać życie w Bahrajnie, ponieżej wypisałam 5 plusów i tyle samo minusów mieszkania w tym kraju.

Plusy: 

1. Klimat. Oczywiście w lecie cieżko wytrzymać temperaturę, ale ja zdecydowanie wolę to niż polskie zimy. No i nie pada deszcz!

2. Standard życia. Każdemu się inaczej układa, ma inna pracę, a co za tym idzie i dochody, ale przeciętny standard życia jest mimo wszystko wyższy niż np. w Polsce.

3. Wygoda. Wszystko można dostać podane na tacy. Z samochodu nie trzeba wychodzić, ba nawet z domu żeby wszystko załatwić. Sprawy urzędowe, zakupy, w zasadzie prawie wszystko. Większość rodzin ma też służbę. 

4. Paliwo. Oczywiscie ceny paliwa to duży plus, 100 filsów za 1 litr to około 92 grosze.

5. Podatki. A w zasadzie niemal ich brak.


Czas na Minusy:

1. Klimatyzacja. Jak dla mnie utrapienie, oczywiscie w lecie się bez niej nie da obejść, ale poza latem marznę mimo, że temperatura na zewnątrz jest wysoka. No i niedobrze wpływa to też na górne drogi oddechowe. 

2. Brak chodników. Jak dla mnie duży minus, nie mówiąc juz o osobach, które z rożnych względów nie maja samochodu (bo ich nie stać, zepsuł się itd.) to po prostu brakuje ruchu...ja jako osoba aktywna bardzo tęskniłam za zwykłymi spacerami. Nawet jeśli byłby to spacer do pracy, do sklepu czy nawet na przystanek w Bahrajnie nie wchodzi to w grę. 

3. Nuda. Niestety muszę to przyznać ale Bahrajn jest nudny. Nie mając milionów w kieszeni czasem naprawdę nie ma co robić. Nawet mając dużo kasy, można głównie zwiedzać restaurację.. Jak dla mnie to zdecydowanie za mało. Rozrywka jest na niesamowicie niskim poziomie. 

4. Koszmar urzędniczy. Polega on na tym, że jak już trzeba iść do urzędu lub jakiejkolwiek placówki, w której trzeba cos załatwić to sprawa zazwyczaj nie jest prosta. Każda właściwie osoba mowi co innego, wydaje mi się, że pracownicy wcale nie odbywają żadnych szkoleń i są bardzo niekompetentni. Czasem kiedy ktoś jest chory, ma urlop lub jakikolwiek inny problem i nie ma go w pracy, jest niezastąpiony i trzeba przychodzić co kilka dni i sprawdzać czy już jest z powrotem i może zająć się twoja sprawą. 

5. Woda. Bahrajn to wyspa w związku z czym woda w kranach, do mycia, czerpana jest z morza, a co za tym idzie jest słona. Wpływa to bardzo źle na włosy, do tego stopnia, że praktycznie każdy po przyjeździe do Bahrajnu zaczyna tracić włosy... Brzmi trochę abstrakcyjnie, ale jest prawdziwe niestety...

Jak widać są plusy i minusy, jak wszędzie, ale i z tymi minusami można sobie poradzić ;)

Z dna szafy..

A raczej z czeluści dysku...Stara sesja, a mimo wszystko do dziś jedna z moich ulubionych. Spontaniczna, nieprzygotowana, gdzieś na bielańskiej klatce schodowej, a mimo to klimat niecodzienny. Stylizacja i make up - ja, zdjęcia ówczesna współlokatorka Aleksanda Malesa.













wtorek, 23 grudnia 2014

Poligamia

Dziś będzie o ciekawostce kulturowej jaką jest poligamia. Żeby uściślić temat chodzi o wielomałżeństwo. W kraju, którym mieszkam jest ona jak najbardziej legalna, akceptowana i praktykowana. Dla typowego europejczyka jest to coś conajmniej dziwnego i szokującego. Ale myślę, że warto przyjrzeć się temu tematowi z bliska. Już wpisując słowo "poligamia" na stronie wikipedi pojawia się ciekawy artykuł z obszernie opisanymi zaletami płynącymi z tego rodzaju "stylu życia". Zacznijmy od tego, że wbrew pozorom poligamia jest legalna w bardzo wielu krajach świata m.in:  Arabia Saudyjska, Bahrajn, Iran, IrakJemen, Jordania, Kuwejt, Katar, Oman, Palestyna, Syria, Zjednoczone Emiraty Arabskie; oraz w następujących azjatyckich krajach środkowego i Dalekiego Wschodu: Afganistan, Bangladesz, Brunei, IndonezjaMalediwy, Malezja, Mjanma, Pakistan oraz Indie, Singapur, Sri Lanka (tylko muzułmanie). Wprawdzie w Tybecie oficjalnie jej się nie dopuszcza, w praktyce przeważa na wsi i obecnie wzrasta. Do tego: Algieria, Burkina Faso, Czad, Dżibuti, Egipt, Etiopia,Gabon, Gambia, Kamerun, Komory, Kongo, Libia, Mali, MarokoMauretania, Niger, Republika Środkowoafrykańska, RPA, Sahara Zachodnia, Senegal, Somalia, Sudan, Tanzania, Togo, Uganda, Zambia; w niektórych regionach Erytrei i Nigerii. Ponadto w kilkunastu kolejnych krajach afrykańskich poligamia uznawana jest przez prawo zwyczajowe




Status prawny poligamii na świecie.

     Małżeństwa poligamiczne uznawane w prawie cywilnym
     Małżeństwa poligamiczne uznawane w prawie cywilnym tylko w niektórych regionach
     Uznawane są tylko małżeństwa poligamiczne zawarte poza granicami kraju
     Związki poligamiczne uznawane są w prawie zwyczajowym
     Poligamia jest przedmiotem debaty politycznej
     Brak prawnych regulacji, poligamia legalna
     Poligamia nielegalna
     Poligamia nielegalna i niezgodna z konstytucją (konstytucja Stanów Zjednoczonych nie zabrania wielożeństwa, ale zakazują ją konstytucje lub prawa poszczególnych stanów)

żródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Poligamia

Sporo prawda? 


Poligamia to określenie ogólne, dotyczące wielomałżeństwa zarówno kobiet z wieloma mężczyznami (poliandria), jaki i mężczyzn z wieloma kobietami (poligynia). Ja skupię się na tym drugim, jako że jest znacznie bardziej popularne i w krajach muzułmańskich takich jak Bahrajn tylko ta forma poligami jest legalna. 

Mimo, że jak widać jest to dość popularne zjawisko, nie jest ono jednak dostępne dla wszystkich. Dlaczego? Ano dlatego, że mężczyzna, który ma zamiar poślubić kolejną żonę musi posiadać odpowiednie zasoby finansowe aby utrzymać kolejną rodzinę. Zapewnić następnej żonie dom, samochód itp. dobra materialne, zazwyczaj mężczyzna dąży do zapewnienia podobnych standardów dla wszystkich rodzin żeby uniknąć zazdrości, którejś z żon.
Powody poligami mogą być różne, np. biologiczne. Zdolności reprodukcyjne mężczyzn w porównaniu z kobietami są znacznie wyższe. Mężczyzna, który posiada więcej niż jedną żonę może dzięki temu posiadać wiecej dzieci niż z jedną tylko żoną. 
Następna ciekawostka to rodzaje poligyni np. Poligynia siostrzana wtedy kiedy wszystkie żony sa siostrami.
No dobrze to wiemy już trochę o wielomałżeństwie, ale mnie zawsze bardziej interesowało jak to wyglada w praktyce. Jako, że znam dwie osoby, które sa członkami poligamicznych rodzin, wypytałam o szczegóły.
Pierwsza z rodzin. 
Mężczyzna już w dość sędziwym wieku - 91 lat posiada obecnie dwie żony, miał trzy ale z ta ostatnią się rozwiódł, bo jest dość konserwatywny, a ona mniej. 
W sumie posiada 27 dzieci, z jedna żona 10, z druga 12, a z ostatnią rozwiedzioną tylko 5.
Najstarsze z dzieci ma około 60 lat, najmłodsze 27. Oczywiście nie mieszkają wszyscy razem. Mężczyzna spędza dwa-trzy dni w jednym domu, następnie dwa-trzy w następnym, i tak w kółko. Dzieci są raczej wykształcone i dobrze wychowane. Kiedy ojciec jest w domu panuje rygor, nie można wracać zbyt późno do domu. W Polsce rodzina wielodzietna kojarzy się zazwyczaj z patologia, tu jest trochę inaczej. Jako, że jest to rodzina bardzo wierząca żadne używki typu alkohol nie wchodzą w grę. 
Kolejna z "przebadanych" przeze mnie rodzin to tylko dwie żony, jeden maż oczywiście.
Obie rodziny posiadaja duże, ładne domy. Ilość dzieci to sześć, wszystkie płci żeńskiej.
Tu mężczyzna ma trochę inny grafik. Do jednego domu przychodzi po pracy, około godziny 18tej, zostaje do późnego wieczora, około północy udaje się do drugiego domu, gdzie zostaje do rana. Tak wygladają dni robocze, weekendy zaś spędza w drugim domu (w tym, w którym nie śpi w ciagu tygodnia). Na wakacje wyjeżdża sam, żeby odpoczać od wszystkich ośmiu bab ;)
Mężczyzna posiada dobrze prosperujacą firmę i obie rodziny są raczej dobrze sytułowane finansowo, dzieci są bardzo dobrze wykształcone i wychowane. 
Dodam, że rodziny nie mają ze sobą kontaktu, moja koleżanka dopiero niedawno poznała swoją dwudziestoparo letnią "siostrę".
Póki co to tyle w tym bardzo ciekawym temacie. Chwilowo zaspokoiłam swoja ciekawość zadajac setki pytań moim znajomym. Jak poznam kolejna rodzinę poligamiczna to na pewno o niej napiszę.


niedziela, 19 października 2014

Jak żyje się w Bahrajnie

Rozmawiałam ostatnio z koleżanką, ktora zapytala mnie jak zyje sie  w Bahrajnie. Powiedziała, że brzmi super, moje zdjecia robią na niej wrażenie ale, że sama bała by się tu mieszkać.
Rozumiem generalnie o co chodzi, łatwiej jest wyjechać gdzieś blisko, do kraju europejskiego, którego znamy chociażby z telewizji, natomiast kraj nieco bardziej egzotyczny wzbudza strach. Myśle że to normalne i wynika raczej z niewiedzy. Postanowiłam napisać w skrócie o życiu w Bahrajnie.
Po pierwsze przypomnę, że jest to malutka wyspa, wielkości Warszawy, o chyba nawet mniejszej liczbie mieszkańców. Jest to królestwo, jest ropa, wiec też jedno z najbogatszych krajów świata. Język urzędowy to arabski, a religia to Islam.
Jak sie żyje w takim kraju? Jak wspomniałam jest to bogaty kraj I jak to sie przekłada na codzienność? Jest bardzo dużo bogatych ludzi, widać wszędzie piękne domy, dobre marki, drogie samochody. W zasadzie nie ma podatków, nie muszę chyba wyjaśniać jak to pozytywnie wpływa na ludzki portfel i na prowadzenie własnej działalności. Paliwo jest śmiesznie tanie w porównaniu do Polski. Ale! Nie jest tak cudownie jak się może wydawać. Ponieważ jest mnóstwo biednych ludzi, nie mających pracy ani bogatych rodzin. Tym ludziom, mimo skromnych dofinansowań od państwa, żyje sie cieżko. Ceny w zasadzie wszystkiego, poza paliwem, są raczej wysokie, a zarobki przeciętnego człowieka niezbyt wielkie, zakładając, że w ogóle ma prace.
Jak widać mimo wielu możliwości jest tu trochę skrajności i kontrastów. Z drugiej jednak strony standard życia przeciętnego człowieka (nie biednego i niebogatego) jest wyższy niż w Polsce. Każdy posiada swój samochód (inaczej sie tu nie da żyć, o tym napisze innym razem), praktycznie każda rodzina posiada gosposie, służąca, sprzątaczkę, kogoś od mycia samochodu, nianie do dzieci, generalnie służbę (czasem jest to jedna osoba, a czasem kilka). Zazwyczaj są to osoby sprowadzone z biednych azjatyckich krajów jak: Indie, Sri Lanka, Bangladesz itp. Jeśli chodzi o język to tak jak napisałam jest to arabski, ale w zasadzie śmiało można powiedzieć, ze i angielski, ponieważ bardzo duży procent społeczności posługuje sie językiem angielskim. W związku z tym można sie dogadać po angielsku w zasadzie wszędzie.
Co do religii to dominuje Islam i o ile jest on bardzo wyraźny tzn. jest dużo meczetów, słychać wszędzie nawoływania do modlitwy, mnóstwo ludzi nosi tradycyjne arabskie ubrania, kobiety zasłaniają włosy, a nawet i twarze, to nie ma przesady. W takim sensie, ze ja jako Europejka niemuzułmanka nie mam żadnych problemów. Oczywiście staram sie dostosować do zasad i zwyczajów panujących w kraju. Nie nosze krótkich spódniczek czy spodenek, dekoltów itd. (szczerze mówiąc nigdy za tym nie przepadałam). Poza tym jakoś nie odczuwam negatywnego wpływu islamu na moje życie. 
Podsumowując to mimo drobnych niuansów w Bahrajnie żyje się dobrze i wygodnie, jak dla mnie zdecydowanie lepiej niż w Polsce.

poniedziałek, 13 października 2014

Dlaczego przerwa

Trochę minęło od ostatniego postu a to dlatego, ze sporo sie działo. Najpierw wakacje w Polsce, potem zmiana stanu cywilnego, aż w końcu zakładanie firmy. Same pozytywy jak widać. O wakacjach rozpisywać sie nie będę natomiast o zmianie stanu cywilnego trochę napisze. Po pierwsze dla mnie jako sceptyczki weselnej (lubię pójść na wesele rodziny czy znajomych, ale nigdy sie w roli typowej panny młodej nie widziałam) bardzo przypadł do gustu bahrajski sposób na zawarcie małżeństwa. Oczywiście zdarzają sie wesele, dość pokaźne nawet, miałam okazje w jednym niedawno uczestniczyć, ale sama "urzędowa" procedura jest bardzo nieceremonialna. Można zawżeć ślub na kilka sposobów, jednym z nich jest sąd lub ten który my wybraliśmy, prywatnie w domu sheikha. Sheikh to ktoś w rodzaju urzędnika który ma moc udzielania ślubu, ten w dodatku był sędzia. No wiec ogarnia sie numer telefonu do takiego sheikha , umawia sie np. na dziś na godzinę 16, zabiera sie dwóch świadków (koniecznie płci męskiej), siada sie wygodnie na kanapie, podpisuje sie jakieś papiery i kontrakt małżeński (o tym za chwile), potem pije sie na szybko herbatkę i wychodzi sie jako maz i żona. A No i oczywiście zostawia sie sheikhowi drobny prezent pieniężny. Generalnie szybko i bezbolesnie czyli dla mnie wymarzony ślub. Co do kontraktu to kobieta może sobie wpisać np ze chce skończyć studia lub cokolwiek sobie zamarzy No i maz musi zachciankę spełnić, oprócz tego kobieta otrzymuje pieniądze od męża, wpisuje w kontrakcie zadana kwotę, jest napisane też, ze maz ma żonie wypłacić pieniądze kiedy ona o to poprosi.